Dom
Moja psychoanaliza z Niewiernym Tomaszem
Godzina z Freudem
Psychiatra, psycholog, psychoanalityk - czyli kto jest kto
Różne myśli
Przestrzeń psychiczna
Oddział
Czy psychoanaliza jest martwa? Rozmowa z przyjacielem
Perwersje
Przebudzenie
Molestowanie
Dom
Był wieczór. Taki jakie lubię. Letni, zielony, lekki i świetlisty. Zielone powietrze łagodnie wpływało do wnętrza domu. Oddychanie nie wymagało żadnego wysiłku. W szczycie dachu, przy oknie, dźwięczał cichutko niebieski szklany dzwonek. Był prawie niedosłyszalny, a jednak Martyna od razu wyłowiła go uchem i śmiejąc się rozpoczęłyśmy poszukiwania „tajemniczej muzyczki”.

Wtedy okazało się jak wiele przedmiotów zazdrościło dzwoneczkowi i chciało mu odebrać jego muzykę. Na przykład pianino stojące w kącie pokoju. Martyna sprawdziła wszystkie klawisze ale to nie czarny kąt był źródłem tego delikatnego śpiewu. Na stole puszył się kieliszek, a obok porcelanowa filiżanka. Zwykła szklanka stała i czekała aż ją zauważymy. Cukiernica robiła dużo głuchego hałasu. Smycz psa podzwaniała co prawda ale została jednogłośnie zdyskwalifikowana. Dzbanek w łączkę rościł sobie pretensje do bycia odkrytym i prężył się niczym kot ale uznano, że jego przeznaczeniem jest herbata. Łyżeczek było zbyt wiele. Podobnie łyżek, noży i widelców. Talerze stały cicho, nie licząc nawet na to, że ktoś weźmie je pod uwagę. Telefon był ponad to, więc go ominęłyśmy.

Wtedy weszłaś Ty. Twoje wejście nie było zazdrosnym atakiem na naszą zabawę, a jednak byłam zła na Ciebie, że nam przeszkadzasz. Jesteś matką. Oczywiście masz prawo zabrać swoje dziecko do domu. Po to przyszłaś. Z grzeczności zaproponowałam żebyś usiadła, a Ty się zgodziłaś. No i siedziałyśmy w szarzejącym wieczorze, popijając wodę z cytryną.Nasze dzieci, spłoszone Twoim wejściem, odnalazły się w innej zabawie. Moja złość powoli się dopalała, a Ty zaczęłaś snuć swoją opowieść. Dzwonek umilkł jakby chciał zrobić Ci miejsce. Wokół panowała zielono-szara cisza.

Mówiłaś o Twoim DOMU zagubionym nad rzeką i o serdecznych przyjaciołach, którzy przychodzili z wizytą.Powietrze między nami wypełniły długie korytarze i rozległe wysokie pokoje, które mieściły serdeczny śmiech. Stary las i różany ogród dopełniały idylli.

Zazdrość zatruła moje myśli i podszeptywała, że to Twoja tęsknota maluje te nierealne obrazy. W moich fantazjach miejsce idylli zastąpiła stara, mała rudera z krzywymi oknami i drzwiami. Obejrzałam uczynioną przez siebie zazdrością ruinę i odwróciłam się od niej ze wstrętem. Powrócił do mnie pogodny obraz Twojego DOMU.

Teraz z goryczą mówiłaś o sporym i raczej nieładnym mieście, w którym przyszło nam żyć. Serdecznych przyjaciół zastąpili ambitni znajomi łakomie zajmujący ostatnie piętra budynków (stamtąd mniej widać brzydotę ulic). Pomyślałam, że to Twoja zazdrość o ogród na dachu zamienia apetyt w łakomstwo.

Poczułaś, że nie wiem czemu opuściłaś swój raj.Zapomniałam. W raju nie ma szkół. Martyna potrzebowała szkoły.

DOM spakowaliście w swoje wspomnienia. Tylko tam mógł się zmieścić. Ale DOM walczył. Najbardziej rozpychał się w Martynie, która przez to nie mogła sobie znaleźć miejsca. Biegała nawet w czasie lekcji co denerwowało nauczycieli. Byłaś wzywana do szkoły i miałaś „coś z tym zrobić”. IQ Martyny rozsadziło IQ-metr ale cóż z tego skoro DOM nie mieścił się w ławce.W wędrówce ze szkoły do szkoły Martyna straciła jeden rok. Jej litery, podobnie jak DOM i Martyna nie mieściły się w wyznaczonych ambicjami miejscach.

Chorowałaś, chudłaś i robiłaś wszystko, żeby nie mieć drugiego dziecka. Przeklinałaś dzień, w którym podjęłaś decyzję o przeprowadzce do miasta.

W kolejnej szkole Martyna znowu była najgorsza w klasie. Bałaś się chodzić na szkolne zebrania. Wiedziałaś, że inni rodzice będą na Ciebie patrzyli ze współczuciem, a nauczycielka znowu wyleje swoje żale.Twój mąż mówił, że to wszystko nie ma znaczenia ale skrupulatnie unikał szkolnych spotkań. Martyna robiła się coraz bardziej nieznośna i wszędzie wnosiła ze sobą atmosferę krzyku.

Ja znowu miałam kłopot. Moje wyobrażenia co prawda się uporządkowały ale nie mogłam ich złożyć ze sobą.Po jednej stronie stała Martyna ubrana w niebieską sukienkę. W ciemnych oczach żarzyła się nieskończona ciekawość. Jej pogodny śmiech rozbrzmiewał, jak się zdawało, ze wszystkich stron naraz. Dorosłe komentarze do zdarzeń wprawiały w ruch moją niechętną do myślenia, bo wieczorną, głowę. To prawda, że wokół panował nieopisany bałagan ale przecież był skutkiem poszukiwań zasłyszanego czułym uchem dźwięku.
O drugiej Martynie nie chciało się myśleć. Była po prostu hałaśliwa, nieznośna, nie dawała spokoju dorosłym i robiła straszny bałagan.

Powstała sprzeczność budziła niepokój. Oczywiście można było z dbałością utrzymywać dwie wizje w dużej odległości od siebie i korzystać z nich zgodnie z duchem nieświadomej wygody: bawić się z miłą Martyną, a na niegrzeczną krzyczeć lub jej unikać. Jednak świadomość skrajnie sprzecznych emocji powodowała wysiłek poszukiwania rozumienia niejasności.Starałam się znaleźć pęknięcie i znalazłam je w sobie. Pomyślałam, że pierwsza Martyna „urodziła się” z mojej ciekawości, gościnności i podziwu dla niezwykłego, nawet jak na dziecko, entuzjazmu. Druga-ze zmęczenia, niechęci, egoizmu i zazdrości o entuzjazm.

Martyna znalazła dźwięczący dzwonek i w hałaśliwy sposób dawała nam o tym znać.

Posmutniałam, bo czułam, że niełatwo będzie znaleźć szkołę dla niezwykłego dziecka. Porządek szkoły wymaga spełniania poleceń. Gdzie znaleźć nauczyciela, który spełni nie byle jakie wymagania Martyny ?

Poszukiwania zdawały się nie mieć końca. W nieżyczliwych oczach pilnujących szkolnej dyscypliny nie raz widziałam nienawiść. Elastyczność? Naginać się do wymagań dziecka? Dziecko wie lepiej niż my- dorośli? My uczyć się od dzieci? To jest jakieś nieporozumienie- mówiły oczy i usta ceniące porządek.Dzieci, tak bardzo zdyscyplinowane, że właściwie niewidoczne, odbierały nagrody.

Nie raz traciłyśmy nadzieję. Wtedy ja od Ciebie słyszałam, że Martyna jest po prostu nadpobudliwa-tak mówili lekarze. Ty ode mnie, że wykorzystałyśmy już wszystkie możliwości i trzeba uznać, że jesteśmy bezradne. Na szczęście dla Martyny kiedy Ty popadałaś w zniechęcenie, ja akurat miałam jakiś nowy pomysł, a kiedy mi się wydawało, że to już koniec, w Tobie rozpalała się nowa nadzieja.

W końcu znalazłyśmy. Pewnego dnia nauczycielka, z którą prowadziłyśmy rozmowę poprosiła Martynę, żeby namalowała DOM. Potem powiesiła ten obraz w klasie, na ścianie, wśród innych dziecięcych obrazów. Ściany szkoły zadrżały i jakby się trochę rozsunęły. Za oknami przyjaźnie szumiały stare drzewa. Jakiś chłopak siedział na gałęzi i ciekawie zaglądał do środka klasy. Powstrzymywałyśmy łzy wzruszenia, a Martyna pytała co się z nami dzieje.

DOM znalazł swoje miejsce. Litery i Martyna nie musiały się już rozpychać.

Nastał czas ciężkiej pracy. Także dla Ciebie.
Martyna doświadczona szkolnym oburzeniem i niechęcią, była nieufna. Jednak mądra nauczycielka powoli nawiązywała delikatną nić porozumienia.
Wtedy pojawił się nowy problem. Im lepiej Martynie było w szkole, tym trudniej było Tobie. Pewna tajemnica wymagała wyjaśnienia. Była to tajemnica własności.
Nowe znajomości Martyny wzbudziły Twoją zazdrość. Nie mogłaś przełknąć tej przykrej prawdy, że Twoje dziecko nie jest wyłączną Twoją własnością. Nie można się dziwić. Przez lata żyłaś tylko dla niej. Szkolne trudności Martyny zaostrzyły Twój instynkt posiadania ponad rozsądną miarę. Teraz, w Twoim życiu zaczęła się pojawiać niebezpieczna pustka. Na razie nie miałaś pomysłu jak ją wypełnić. Ze zdziwieniem mówiłaś mi, że masz pretensje, że Martyna nie jest taka jak dawniej. Obydwie wiedziałyśmy, że to absurdalne.

Potem nadszedł niezwykły dzień. Dzień w którym Twoje dziecko powiedziało Ci, że musisz coś znaleźć dla siebie. Martyna nie chciała już dłużej wypełniać Twojego życia. Chciała, żebyś żyła swoim i żebyś nie miała do niej pretensji, że są sprawy które woli dzielić z innymi, nie z Tobą.
Patrzyłam na Ciebie i czułam Twój ból. Na dobrą sprawę teraz Tobie trzeba byłoby szukać Twojego DOMU.
Ja wiedziałam, że go masz. Nawet nie jeden.
Ból zasłaniał Ci wszystkie.

Potrzebny był czas.

Piłaś więcej wina niż zwykle. Częściej płakałaś. Ze łzami w oczach mówiłaś, że to przecież wspaniale, że Martyna tak pięknie się rozwija. Coraz częściej docierało do Ciebie, że zupełnie zapomniałaś o sobie. Z trudem wracałaś pamięcią do swoich marzeń: o pracy, o drugim dziecku, o ogrodzie, a przecież to były Twoje DOMY.

Pewnego dnia przez zasłonę myśli zobaczyłaś męża. Czekał aż wrócisz. Był teraz mądrzejszy - tak samo jak Ty. Powoli odnajdowałaś zgubione pragnienia. Potrzebowałaś do tego czasu-tak jak wcześniej Martyna.

A Martyna?
Jej obrazy zagościły w galerii. U jednych budzą podziw, a u drugich zazdrosne zgorszenie. Ci pierwsi przyjmują uczucia obudzone patrzeniem. Ci drudzy ze wstydem zakrywają oczy. Może nie znaleźli swojego DOMU...

 

 Chcesz zadać mi pytanie lub skomentować powyższy tekst?
Możesz skorzystać z pól poniżej:
Twój e-mail:  
Strona główna
Czym jest psychoanaliza?
Metody pracy
Kiedy możemy się spotkać?
Życiorys   zawodowy
Mój  słowniczek
Czytelnia
Kontakt
psychoanaliza, psychoanalityczny, psycho, psychologia, psychiatria, lidia, gren, greń, kosmider, kośmider, gabinet, psychoanaliza.net, psychologia.pl, psychoanaliza.pl, ego, id, kompleks edypa, nieswiadomosc, nieświadomość, psychoanaliza, superego, swiadomosc, świadomość, wyparcie, zaprzeczenie, pomoc, depresja, zaburzenia, zaburzenie, depresj, zaufanie